Nie będę ukrywać, że nie dzieje się u mnie najlepiej

Dość poważne kłopoty ze zdrowiem (tym razem brak czucia w prawej nodze od kolana w dół) to tak naprawdę najmniejsze z moich ostatnich zmartwień. Większe kłopoty mam z relacjami w szkole, bo ktoś próbuje zniszczyć mnie psychiczne oraz oczernić w oczach wszystkich ludzi dla mnie ważnych.

Nie mam pojęcia, co mam zrobić w takiej sytuacji. Przez cały czas mam doła, a dobra energia, którą podobno zarażam znikła i nie mogę jej nigdzie znaleźć. Wszystko to co sprawiało mi radość zbladło i stało się dla mnie mało ważne. Stało się tak nawet z językami obcymi, a to znaczy, że serio jest już źle…

Chciałabym dziś powiedzieć jak próbuje radzić sobie ze smutkiem oraz co z moją nauką języków obcych

Kiedy jestem smutna, słucham muzyki i to w dodatku nightcory dość smutnych piosenek. Ostatnio niestety nie poprawiają mi humoru i jedynym środkiem (odrobinę) uspokajającym jest piosenka „Oh death” w wersji Supernatural (serial) bądź też w wersji Until Dawn (gra).

W tę grę grałam ostatnio i poprawiła mi ona humor, ale w chwili, gdy zabiłam mojego ukochanego bohatera niestety poczułam się jeszcze gorzej. Dla osób, które nie znają się na grach, bądź nie znają tej produkcji, wytłumaczę fenomen zabijania w Until Dawn jednym zdaniem – poprzez Twoje wybory możesz wszystkich zabić bądź uratować. Mi udało się ocalić tylko 3 osoby z ośmiu i to w dodatku nie te, które były dla mnie najważniejsze.

A skoro o grach mowa…

Gdy mam doła, gram nałogowo. Dzięki temu w zastraszającym tempie skończyłam Until Dawn oraz Assassin’s Creed II (zaczęłam grać w gry niedawno, więc trzeba zacząć od klasyków).

Muszę się jednak przyznać, że poprzez gry wyżywam się na postaciach, które zrobiły mi krzywdę. W każdym z templariuszy w AC II widziałam osoby, które sprowadziły na mnie tę falę smutku. W Until Dawn zagrałam przez przypadek, ponieważ zostawiłam sobie tę grę na późniejszy czas. Skoro jednak pojechałam do brata na nocowanie, a on chciał zrobić ekspryment na temat jak bardzo ta gra wpłynie na mnie, to pomyślałam „czemu by nie?”.

Co z nauką?

Doprecyzujmy odrobinę ten podpunkt. Jeśli chodzi o naukę w szkole, to mam dość i wrzuciłam na luz. Nie mam tragicznej średniej, więc nie muszę się zbytnio martwić.

Jeśli chodzi o języki obce to… nie mam siły się ich uczyć. Staram się robić powtórki z programem Anki, ale nie potrafię się na nich skupić. Wszystkie moje dobre chęci, by się uczyć przezwyciężone są przez smutek, zmęczenie i brak chęci do robienia czegokolwiek.

Muszę jednak przyznać, że widzę różnicę u siebie jeśli chodzi o moje zachowanie, kiedy jestem smutna

Jeszcze jakieś dwa lata temu, gdy byłam smutna to stawałam się pracoholiczką. Uczyłam się bez przerwy, bo nauka zajmowała czymś moje myśli.

Teraz niestety tak nie umiem, a oddałabym wiele, by wróciła do mnie ta „zdolność”.

A co z płaczem?

Nie umiem płakać. Już nie… A przynajmniej nie z powodu drugiego człowieka…

Podsumowanie

Napisanie tego postu dużo mnie kosztowało. Psychicznie była to dla mnie udręka, ponieważ znowu musiałam wracać do całej tej sytuacji, którą opisałabym bliżej, gdyby nie to, że osoby ściśle związane z moim smutkiem czytają czasami moje posty i oglądają filmy na YT.

Co powinnam zrobić ze swoim smutkiem? Znasz jakiś sposób? 🙁 Znasz jakąś pocieszającą piosenkę, którą możesz mi polecić z głębi serca?