Przyznajmy szczerze – nie ma w języku polskim zbyt wiele stron czy też kursów do nauki koreańskiego.

Na szczęście ktoś wymyślił wyszukiwarkę Google i dzięki jej magii można znaleźć w Internecie coś, czego nie ma. Zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Tak też jest ze stronami do nauki koreańskiego – istnieją w języku polskim, ale są mało znane i podejrzewam, że plasują się dopiero gdzieś na 30 stronie wyszukiwań. Muszę podkreślić, że chodzi mi tutaj o sytuację, gdy wpiszesz tylko i wyłącznie „nauka koreańskiego online”.

Jak więc znaleźć owe kursy i blogi do nauki koreańskiego, skoro pierwsza strona wyszukiwań w Google zarezerwowana jest tylko i wyłącznie dla ogólnikowych informacji o koreańskim? 

Recepta na skuteczne wyszukiwanie

Zacznijmy od krótniej recepty na skuteczne wyszukiwanie (nie tylko blogów i kursów):

1. Wpisujesz poszukiwaną frazę

2. Wybierasz opcję „Narzędzia wyszukiwania”

3. Zmieniasz „Kiedykolwiek” na wybraną przez siebie opcję np. „w ostatnim tygodniu”

Zauważyłam, że mimo prostoty tego sposobu nikt z niego nie korzysta! Prawda, aby coś znaleźć musisz wykonać kilka klików więcej, ale rezultaty są o wiele lepsze niż przy normalnym przewijaniu stron.

Dzięki temu znalazłam kurs do nauki języka koreańskiego metodą Emila Krebsa. Nie wykupiłam dostępu do żadnego z nich, bo podejrzana wydała mi się zbyt dobrze przygotowana reklama i komunikaty wyskakujące w prawym górnym rogu.  Ciągle pojawiała się tam informacja, że nowy kurs został wykupiony minutę temu przez Pana Mariusza. I Pana Mariusza. I Pana Mariusza. I tak w kółko…

Emil KrebsPoszukałam jednak opinii i dowiedziałam się kim był ów Emil Krebs. Był niemieckim poliglotą i źródła podają, że mówił biegle w 68 językach, a uczył się ponad 120! Jego metoda używana jest przez organizacje rządowe w USA oraz przez dyplomatów na całym świecie.

Zaciekawiła mnie wzmianka o jego mózgu, który został oddany do badań tuż po jego śmierci w 1930 roku. Moja  wiedza biologiczna kończy się na podstawie z gimnazjum, a Wikipedia podała mi takie oto wytłumaczenie: „Analiza ośrodka Broki ujawniła zmiany cytoarchitektoniczne w regionach 44, 45 oraz międzypółkulowe asymetrie”.  Z tego zdania dowiedziałam się tylko tyle, że jego mózg był wyjątkowy.

Wyczytałam jako ciekawostkę, że nie lubił, gdy go fotografowano. Czy to dlatego, że przypomina 26 prezydenta USA Theodore’a Roosevelta? (tylko z węższą brodą).

Przejdźmy jednak do dalszych moich znalezisk, niezwiązanych już z Emilem Krebsem.

Podejrzewam, że słyszeliście coś o ekranizacji „50 twarzy Greya”. Miałam okazję być w Londynie, gdy reklamowano pierwszą część trylogii i z wizyty w księgarni zapamiętałam jedynie wielkie okrągłe stoiska. Co chwila ktoś podchodził do półki i zabierał z niej książkę. Tak, to było właśnie „Fifty Shades of Grey”.

Zauważył ktoś zmianę polskiej nazwy? – „50 twarzy Greya” oraz „50 shades of Grey”. Podobnie jak większość ludzi przyjęłam do wiadomości angielską wersję tytułu, ale nie zastanawiałam się nad nią dokładniej. Nigdy tego nie robię i dopiero mój nauczyciel od angielskiego uświadomił mi, że z przyjaciółmi chodzę do „chaty Pizzy” (Pizza Hut).

Koreańczycy jednak nie zrobili tego samego błędu co ja. Wykonali parodię, w której Grey nie interesuje się BDSM, a… rzucaniem cieni na ścianę. Ciekawe i analogiczne do tytułu, prawda? 😉

Znalazłam też całkiem sporo blogów, na której często poruszana jest tematyka Korei i języka koreańskiego. Są to np.:

http://how-to-be-fuko.blogspot.com/

http://nada–blog.blogspot.com/

http://jkoreanski.blogspot.com/

Wyników wyszukiwań jest naprawdę sporo, ale moim zdaniem te trzy linki zasługują na szczególne wyróżnienie 🙂

Ponad półtora roku temu założyłam pierwszy blog do nauki języka koreańskiego, ale porzuciłam jego prowadzenie. Podczas przeszukiwania Internetu natrafiłam właśnie na tę stronę, ale dopiero po kilku tekstach zorientowałam się, że to ja jestem ich autorką. Zabawne, prawda? 🙂 Usunęłam szybko niepotrzebną witrynę, ale zdziwiło mnie, że cieszyła się ona zainteresowaniem.

Więc jaki z tego wniosek?

Wyszukać można bardzo wiele, o ile korzysta się odpowiednio z wyszukiwarki. Tym oto niepozornym tekstem chciałam zwrócić uwagę na możliwości Google i jego opcji, które często są pomijane.

Udało mi się? 😉