Telenowele, reggaeton, plany na Amerykę Łacińską albo Hiszpanię, znajomy/a, z którym chcesz wreszcie swobodnie rozmawiać — powód, dla którego chcesz się uczyć, już masz. Brakuje tylko planu.
Wszystkie opinie pochodzą od moich uczniów i zostały przesłane w ramach bezpośredniej komunikacji. Dowiedz się, jak weryfikuję opinie.
Tak i to właśnie dla takich osób moje zajęcia działają najlepiej. Zaczynanie od zera nie jest żadnym problemem — problem bywa tylko wtedy, gdy ktoś wmówi Ci, że powinnaś/powinieneś już “coś wiedzieć”. U mnie nie ma takiego oczekiwania. Wstyd za poziom zostawiasz za drzwiami, a zaczynamy od tego, gdzie faktycznie jesteś.
Nie musisz. Regularność jest ważna, ale “regularność” nie musi oznaczać codziennie — może oznaczać trzy razy w tygodniu, dwa razy, raz. Ustalamy tempo, które realnie wpasuje się w Twój grafik, nie takie, które wygląda dobrze na papierze, a po tygodniu przestaje działać.
Pierwsza lekcja to przede wszystkim rozmowa — o Twoich celach, o tym, co już wiesz, co Cię blokuje i czego oczekujesz od nauki. Na tej podstawie układamy plan kolejnych zajęć. Nie wchodzisz na pierwszą lekcję i od razu omawiasz gramatykę z podręcznika — najpierw chcę wiedzieć, dla kogo i po co ta nauka jest.
Tak. Nie ma tu długich umów ani kar za rezygnację. Jeśli po kilku lekcjach poczujesz, że to nie jest to, czego szukałaś/szukałeś — napisz do mnie, porozmawiamy i znajdziemy rozwiązanie. Zależy mi na tym, żebyś się uczył/a, a nie żebyś płacił/a za coś, co nie działa.
Uczę standardowego hiszpańskiego, który jest zrozumiały zarówno w Hiszpanii, jak i w całej Ameryce Łacińskiej — różnice między odmianami są mniejsze, niż się powszechnie wydaje, i na poziomie podstawowym i średniozaawansowanym praktycznie nieistotne. Jeśli masz konkretny cel (np. przeprowadzka do Meksyku albo praca z klientami z Argentyny), możemy to uwzględnić w materiale — ale nie musisz od razu wybierać “obozu”.
Angielski trochę pomoże (sporo wspólnego słownictwa, szczególnie w warstwie formalnej), ale prawdziwy turbo to znajomość innego języka romańskiego — włoskiego, francuskiego, portugalskiego. Jeśli znasz którykolwiek z nich, pewnie zauważysz, że pierwsze tygodnie nauki idą Ci szybciej niż się spodziewałaś/spodziewałeś. Angielski sam w sobie nie zaszkodzi, ale nie spodziewaj się cudów — to jednak inny język niż hiszpański.
Nie wiesz, co będzie dla Ciebie najlepsze? Napisz wiadomość, a pomogę Ci wybrać! W przeciągu 1 dnia roboczego dostaniesz odpowiedź.
(P.S. Jeśli nie dostaniesz odpowiedzi — sprawdź spam. Czasem tam ląduje.)